4.07.2012

5 rozdział


Z perspektywy Litzy

Od około dwóch godzin jestem z Louisem u mnie w domu.  Rozmawiamy, śmiejemy się, wygłupiamy. Bardzo zbliżyliśmy się do siebie w ciągu tych ostatnich 4 miesięcy. Nie jesteśmy parą, ale zostaliśmy przyjaciółmi. Siedziałam wtedy na moim łóżku i przyglądałam się Louis’owi, który odpisywał na sms-a od Elenor. Był ubrany w koszulkę w niebieskie paski, czarne rurki, Nike’i i szarą czapkę. Mój przyjaciel spojrzał na mnie i powiedział:
-Czemu mi się tak przyglądasz? Mam coś na twarzy? -  zaczął dotykać swojej buzi.
-Nie, po prostu się zamyśliłam - powiedziałam.
-A o czym to tak myślałaś? O mojej boskości?- spytał w żartach.
-Pewno Lou, nie mam o czym myśleć tylko o tym jaki to jesteś sexowny.
-Czyli uważasz, że jestem sexowny?- zapytał, uśmiechając się do mnie.
-Nie o tym rozmawialiśmy. Myślałam o Jullie. Miała zadzwonić wczoraj po spotkaniu z Harrym. Czy on przypadkiem nie został u niej na noc?- spytałam.
-Jak wrócił to był wściekły i  nie chciał z nami rozmawiać. – odpowiedział.
-Spoko - powiedziałam, trochę zdziwiona. Zaczynałam martwić się o moją przyjaciółkę.
-Wiesz co, chyba zerwę z Elenor - rzekł, siadając przy mnie.
-Dlaczego?- spytałam, patrząc mu w oczy. Jego spojrzenie było głębokie, przyciągało. Tak jak wtedy, gdy pierwszy raz się widzieliśmy.
-Po prostu nie wiem, czy to ta właściwa – odpowiedział ,nie patrząc na mnie.
-Ale, myślisz, że kochasz kogoś innego? – spytałam lekko zdziwiona.
-Wydaje mi się, że…- nie dokończył, ponieważ do pokoju weszła Lilly. Miała na sobie szare rurki, jasnobrązowy sweter przez głowę, beżowe Emu, tego samego koloru szalik i jasnoróżową luźną czapkę. Na to narzucony miała jasnoróżowy, rozpięty płaszczyk. Widać było, że jest zdenerwowana. Louis wstał i wziął z krzesła swój brązowy płaszcz.
-Cześć Lilly. Pa Lilly. Litzy, pogadamy później -  powiedział zatrzymując się na chwilę w progu po czym zniknął. Nawet na mnie nie spojrzał. Moja przyjaciółka podeszła do mnie i powiedziała:
-Muszę wyjechać. Chcę to wszystko przemyśleć. Mogłabym zamieszkać w twoim mieszkaniu w Paryżu? – spytała strasznie spięta i zdenerwowana.
-Ale dlacz…- nie dokończyłam bo usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Numer, który pokazywał się na wyświetlaczu był nieznany.- Poczekaj chwilę Lilly, zaraz pogadamy. Słucham? – powiedziałam do słuchawki.
-Dzień dobry, z tej strony Isabella Simpson ze szpitala psychiatrycznego Capio Nightingale. Czy mam przyjemność rozmawiać z Litzy Collins? – spytała miłym, cukierkowym głosem.
-Eeee... Tak - powiedziałam trochę zmieszana i zdezorientowana. Spojrzałam na Lilly i zauważyłam, że powstrzymuje łzy.
-Wczoraj wieczorem, do naszego zakładu został przywieziona Juliette Moore. – wyjaśniła kobieta.
-Że co kurwa?!- krzyknęłam z niedowierzaniem.
-Poproszono mnie, abym panią poinformowała. Czy chciałaby pani ją odwiedzić? Jeśli tak, proszę dać mi znać, a zaraz podam adres.
-Oczywiście, że tak - kobieta podała mi adres, a ja zwróciłam się do Lilly.- Jullie jest w szpitalu psychiatrycznym, trzeba do niej jechać.
-Nie- odpowiedziała nawet na mnie nie patrząc.
-Pojebało cię?! To twoja przyjaciółka, a ty co!? – krzyknęłam wkurzona.
-Muszę wyjechać, mogę zamieszkać w twoim mieszkaniu?- zapytała ponownie jakby nic innego się teraz nie liczyło.
-A masz i się wypchaj - powiedziałam, wyjmując z szuflady klucz. - Mam nadzieję, że będziesz się tam dobrze bawiła, podczas kiedy twoja przyjaciółka będzie siedziała w psychiatryku.- powiedziałam. Miałam na sobie bordową luźną koszulkę, czarne, porwane rurki, szary sweter i czarne motocyklowe buty z ćwiekami. Szybko ubrałam czarną skórzaną kurtkę Ramones, czarny gruby szalik i wybiegłam z domu. Skierowałam się na przystanek autobusowy, ale niestety najbliższy autobus miałam za dwadzieścia minut. „Kurwa, szybciej dobiegnę”, pomyślałam i tak zrobiłam. Na ulicach panował tłok. Co chwilę szturchałam kogoś ramieniem.  Przez te kilka minut biegu zastanawiałam się, dlaczego tak właściwie Jullie znalazła się w psychiatryku. Najprawdopodobniej miało to związek z Harrym. Kiedy dobiegłam, zobaczyłam wysoki mur z czerwonych cegieł. Stanęłam koło wysokiej, metalowej bramy, do której przyczepiona była tabliczka z napisem „Szpital Capio Nightingale”. Obok znajdował się domofon. Wcisnęłam guzik i po chwili odezwał się damski głos.
-Szpital Capio Nightingale, w czym mogę pomóc?
-Niedawno dzwoniła do mnie jakaś pani Isabelle. Podobno znajduje się tutaj moja przyjaciółka, Juliette Moore. – wyjaśniłam.
-Pani Litzy Colins?
-Tak, to ja- odpowiedziałam cała zdenerwowana.
-Proszę skierować się do głównego wejścia- powiedziała kobieta i otworzyła mi bramę. Do drzwi prowadziła mała, wąska ścieżka. Ogród był duży i prowadził na tyły budynku. Żeby znaleźć się przy drzwiach frontowych trzeba przejść kilka stopni, a następnie udać się przez ganek, na którym po obu stronach znajdowały się dwie kanapy, stół i fotele zrobione z wikliny. Otworzyłam drzwi i pierwsze na co zwróciłam uwagę to Harry, który siedział na fotelu pod schodami. Natychmiast do niego podbiegłam.
-Co ty tu robisz, do jasnej cholery?! – krzyknęłam.
-Zadzwoniła do mnie jakaś Isabelle i powiedziała, że Jullie jest tutaj. Jej ojciec kazał jej, mnie poinformować. – wytłumaczył się.
-A wiesz dlaczego tu jest?- spytałam, nadal stojąc nad nim.
-Pocięła się, a jej ojciec ją przyłapał. Przyprowadził ją tu, podobno była bardzo blada i wykończona. Tylko tyle wiem. – odpowiedział zrezygnowany i przestraszony.
-A dlaczego to zrobiła? – pytałam dalej.
- Ja...  Zdradziłem ją. – szepnął.
-Kurwa mać.- powiedziałam podchodząc do ściany.- Co ty zrobiłeś Harry!?- krzyknęłam, waląc ręką w ścianę. Spojrzałam na brązowowłosego, w oczach miał łzy. Wiedziałam, że  bardzo tego żałował. Ktoś zaczął schodzić po schodach. Podniosłam głowę i zobaczyłam wysoką rudowłosą kobietę, a za nią niską, miedzianowłosą dziewczynę, która płakała. Poznałam, że to Jullie. Miała na sobie długą, białą koszulę, czarne rajstopy i brązowe Conversy. Harry stanął przy mnie. Rudowłosa znalazła się przed nami, a za nią stanęła moja przyjaciółka. Szepnęła coś na ucho tej kobiecie, unikała kontaktu wzrokowego z nami. Wiedziałam, że się bała.
-Jestem Isabelle Simpson - powiedziała poważnym głosem.- Pan jest Harry Styles?- spytała, zwracając się do Harrego.
-Tak- odpowiedział.
-Nasza pacjentka prosi, by opuścił pan to miejsce.
-Ale Jullie -powiedział.- Pamiętasz jak opowiadałaś mi o tym, że chciałabyś mieć chłopaka, który wyciągnie cię na spacer w deszczu, odgarnie mokre włosy i powie ci jak pięknie w nich wyglądasz? Który pocałuje cię na środku ulicy? Który w środku nocy zadzwoni, po to by powiedzieć, że chciałby z tobą teraz być? Chciałaś głębokich spojrzeń, dotyku, pocałunków i kogoś przy kim zapomnisz, że istnieje świat wokół. Tym kimś miałem być ja.
-Prawie nim byłeś - powiedziała stojąc za Isabelle. Patrzyła się w ziemię.- Ale spieprzyłeś to wszystko, Harry.
-Proszę opuścić ten budynek-powiedziała wysoka kobieta. Chłopak poszedł w stronę drzwi i nic więcej już nie powiedział.- Pani to Litzy Colins?
-Tak-odpowiedziałam.
-Ma pani na to spotkanie 30 minut, nie więcej. Następnie zapraszam do swojego gabinetu.
-Dobrze- powiedziałam, a ona udała się w kierunku drzwi z napisem „Psycholog młodzieżowy I.Simpson”. Podeszłam do Jullie i przytuliłam ją. Ona zrobiła to samo i zaczęła płakać.
-Nie płacz mała -szeptałam jej do ucha.- Wszystko będzie dobrze.
Moja przyjaciółka oderwała się ode mnie. Spojrzała mi w oczy, uśmiechnęła się i powiedziała.
-I tak wiem, że nie będzie.
Złapała mnie za rękę i zaprowadziła na schody. Usiadłyśmy tam. Swoje ręce miała zakryte długim rękawem bluzki.
-Pokażesz mi?- spytałam, po chwili milczenia.
-Ale co?- spytała, jakby obudziła się z jakiegoś transu.
-Blizny- powiedziałam. Ona podwinęła rękaw. Zauważyłam tylko bandaż obwinięty przy nadgarstku. Znajdowały się na nim ślady krwi.- Czemu to zrobiłaś?
-Poczułam ból. Wielki ból, więc chciałam go przekrzyczeć innym bólem -powiedziała po chwili.- Dlaczego Lilly z tobą nie ma?
-Mówiła coś, że musi wyjechać. Ale nie wiem dlaczego, bo zadzwonili w twojej sprawie.
-To zadzwoń do niej teraz i ją ode mnie pozdrów.
Wyciągnęłam swój telefon i wykręciłam numer przyjaciółki. Odebrała po trzecim sygnale.
-Halo?- spytała.
-Lilly to ja Litzy. Przepraszam za to, że tak nawrzeszczałam na ciebie, ale zdenerwowałam się to sytuacją z Julli. Dlaczego chcesz wylecieć?- usłyszałam głos „przelot do Paryża opóźni się o 10 minut”.
-Muszę sobie wszystko przemyśleć, poukładać.
-Ale co się stało?- spytałam, znowu się denerwując.
-Nie ważne. Ucałuj Jullie.
-Ona też cię pozdrawia- powiedziałam, ale ona już się rozłączyła. Zwróciłam się do przyjaciółki.- Chce wylecieć do Paryża.
Julii dotknęła swojego bandaża i zaczęła się drapać. Rozmawiałam z nią jeszcze przez 15 minut. Kiedy przyszła, po nią pielęgniarka, ona przytuliła mnie i zaczęła płakać.
-Tylko proszę nie zostawiajcie mnie - powiedziała w moje ramię.
-Nie martw się, ja cię nigdy nie zostawię.
Kiedy straciłam Jullie z pola widzenia, poszłam od razu do gabinetu pani Simpson. Grzecznie zapukałam i usłyszałam głośne „Proszę”.  Otworzyłam drzwi i zajrzałam do środka. Kobieta siedziała przy wielkim mahoniowym biurku, a za nią oraz z jej lewej strony znajdowały się wielkie regały z dużą ilością książek. Naprzeciwko niej stały dwa fotele. Kobieta miała wielkie okno z widokiem na główną bramę.
-Chciała ze mną pani porozmawiać- powiedziałam wchodząc do środka.
-Proszę siądź.
Usiadłam w jednym z dwóch foteli. Były miękkie i wygodne.
-Wiem, że jesteś najlepszą przyjaciółką Juliette. Jest jeszcze jedna, chyba Lilly, ale nie mogliśmy się do niej dodzwonić.
-Niestety, ale musiała wyjechać.  Może mi pani powiedzieć czemu ona tu jest?
-Wczoraj wieczorem, przyjechał z nią tutaj jej ojciec. Była ona blada, a z jej ręki leciało dużo krwi. Zaprowadziliśmy ją do skrzydła szpitalnego, a tam zemdlała. Zatamowaliśmy krew, i wtedy zauważyliśmy, że to nie są jej pierwsze rany na rękach. Cięła się już wcześniej. Jej ojciec musiał wyjechać, a z matką wiesz jak to jest. Pan Nick, kazał nam wyleczyć jego córkę, ale widzę, że jest to ciężki przypadek. Jest zamkniętą w sobie dziewczyną i jedyne czemu mówi prawdę to swój pamiętnik, którego nie pozwala nikomu dotknąć. Nie przyznawała nam się czemu się pocięła, aż zobaczyła tego chłopaka. Szepnęła mi wtedy na ucho „To Harry Styles, to przez niego się pocięłam”. Na razie nie jestem jej wstanie pomóc, kiedy on będzie się tutaj pojawiał. Musisz z nim porozmawiać. Jeśli ona kiedyś wyrazi zgodę na to by tu przyszedł, wtedy dam mu znać. Na razie musi sobie odpuścić. Musi pozwolić nam jej pomóc.
-Dobrze, postaram się- powiedziałam.
-Aha, i jeszcze jedno. Wraz z tą drugą przyjaciółką, mogłyście wcześniej zareagować na jej samo okaleczanie się, a nie pozwalać jej to robić.
Zdenerwowałam się. Wstałam, podeszłam do drzwi, odwróciłam się i powiedziałam:
-Gdyby pani znała ją naprawdę, nie mogłaby pani jej tego zrobić.
-Proszę pamiętać! Raz w tygodniu, może odwiedzać tylko jedna osoba!- krzyknęła, kiedy zamykałam drzwi.
Gdy opuściłam szpital, bez zastanowienia wyjęłam telefon i wykręciłam numer do starego znajomego. Odebrał po kilku sygnałach.
-Co chcesz, kotku?- spytał zachrypniętym głosem.
-Tommy, masz może jakieś dragi dla mnie?

11 komentarzy:

  1. Super blog, daj następną część szybko!!
    http://lifegoesonbyonedirection.blogspot.com/ zapraszam do siebie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Biedna Jullie. Mam nadzieję, że szybko wstanie na nogi. Ach... Litzy po co Ci te dragi?? I została Lill. Jestem ciekawa, dlaczego wyjechała. Czekam na ciąg dalszy ;**

    OdpowiedzUsuń
  3. Dawaj szybko następny rozdział ! To jest cudowne ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. Supeeeer, kiedy kolejny rozdz ? :D:D:D
    ~ Patrycja ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. No no,zaskoczyłaś mnie ;D Rozdział świetny i czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Oh my goodness *__* Zakochałam się xdd
    Pisz szybciutko nexta :3
    www.kamcikk.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. super rozdział :D
    narkotyki .. no nieźle , nieźle :D
    czekam na nexta ^^

    OdpowiedzUsuń
  8. Narkotyki ? O matko, będzie ciekawie ! :3
    Czekam na następny i zapraszam do mnie , może akurat wpadnie Ci mój blog w oko, pośród setek innych :)
    http://kissmelikeyouwannabeloved.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. po co te narkotyki?
    zapraszam do mnie
    http://najamajke.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Swietne :D
    Tylko ciekawi mnie dlaczego Lilly wyjechała?
    Czekam na następny <3
    ~Andzior

    OdpowiedzUsuń
  11. Litzy po co ci te dragi!? Julii jest biedna ;( A Lil zastanawia mnie to dlaczego wyjechała czyżby coś z Zaynem? Przez całą piosenkę miałam włączoną piosenkę Cher Lloyd~ Beautiful people; pasuje do tej sytuacji jak cholera ;* ~ hope.

    OdpowiedzUsuń